poniedziałek, 26 czerwca 2017

Rozdział I


Dziewiąte prywatne liceum w Kyoto im. Akutagawy od momentu powstania mogło szczycić się wieloma talentami jakie wyszły z jego murów, pozostawiając po sobie tysiące odznaczeń, medali, pucharów i dyplomów. Poziom nauczania Ministerstwo Edukacji od zawsze szacowało jako najwyższy w prefekturze. W samym budynku szkoły świecącym renomą, wszystko przypominało uczniom o wybitnych poprzednikach i mówiło, że mają być ich godnymi następcami, i przynosić chlubę.
Wśród tych młodych geniuszów, w trzeciej ławce, w sali numer 53 na trzecim piętrze, siedziała, na swojej już ostatniej tego dnia lekcji, Kagawa Akemi. Dość wysoka, szczupła dziewczyna o fioletowych oczach i długich, białych włosach miała na sobie mundurek i tenisówki z niebieskimi podeszwami. Wskazywały one, że była uczennicą klasy humanistycznej, której wychowawcą była sensei Uzumaki Karin i należała do rocznika maturalnego. Tym, czym przynosiła szkole oraz sobie uznanie i serie ochów, była jej specjalizacja w plastyce. Tworzenie szkiców w nurcie realistycznym opanowała do perfekcji, niezależnie od techniki w jakiej miały być wykonywane. We wszystkich konkursach i olimpiadach, nawet tych na szczeblu ogólnojapońskim zajmowała czołowe pozycje. Ściany sali numer czternaście, pracowni od WOSu należącej do ich wychowawczyni, ozdabiało siedemnaście dyplomów i trzy puchary zdobyte przez białowłosą. Jej marzeniem było dostanie się na Wydział Grafiki Cesarskiej Akademii Sztuk Pięknych, w związku z czym na maturze musiała zdać historię sztuki. Nie jest to przedmiot, którego by uczono nawet w takim liceum jak prywatna IX Akutagawy, ponieważ nie należał do programu edukacji opracowanego przez ministerstwo. Obecnie nie stanowiło to wszelako najmniejszego problemu. Już w tamtym roku Aki znalazła ogłoszenie pewnej dziewczyny studiującej taki kierunek na Uniwersytecie Kyoto, oferującej korepetycje, więc postanowiła skorzystać z okazji, tym bardziej, że cena nie była zbyt wysoka, bo Victoria chciała jedynie trochę dorobić do swoich dość wysokich miesięcznych wydatków. Jednak, nawet taka utalentowana osóbka ma swoje słabe strony, przynajmniej w rozumieniu takiej szkoły jak ta. Fioletowooka miała 2,5 z fizyki, które w każdym innym liceum byłoby pewnie równowartością w okolicach czwórki, jednak nie tutaj.  Uzyskując wynik na poziomie 50%, otrzymywało się 1, zaliczyć przedmiot można było dopiero od 60% dających 2.  Co prawda wychodziło jej 68% czyli pozytywna ocena, niemal 2,5, ale jej wychowawczyni uznała, że nie wypada, aby tak uzdolniona dziewczyna miała na świadectwie taki wynik, więc w trosce o jej przyszłość, uzgodniła z jej nauczycielem fizyki senseiem Uchihą Madarą słynącym w całej prefekturze ze swojej niezwykłej surowości i cenionym w całej Japonii za swoją rozległą wiedzę, geniusz i kompetencję, że dwa razy w tygodniu będzie udzielał Kagawie korepetycji. Kruczowłosy, młody mężczyzna o nieprzeniknionym spojrzeniu czarnych niczym nocne niebo tęczówek, w którym kochały się prawie wszystkie dziewczyny w szkole i kilku chłopców, zjawiał się u niej w każdy poniedziałek i środę. Uzumaki - sensei chciała, aby jej wychowanka starała się o 5, czyli zdobyła powyżej 96%, jednak już na starcie fizyk uświadomił jej, że to w przypadku dziewczyny niewykonalne. Początkowo, choć z niemałym trudem, Karin - sensei , zgodziła się zaakceptować u swojej uczennicy ocenę dobrą plasującą się o 11% niżej. Wkrótce okazało się, że i taki wynik będzie nieosiągalny, bo wymagania Madary sięgały gwiazd. Na pocieszenie obiecał fioletowookiej, iż postawi jej 3,5 jeśli będzie miała z jego przedmiotu 82%, choć u każdego innego nauczyciela starczyłoby 78. Właśnie te szalone progi procentowe sprawiały, że na czwórki i piątki trzeba było pracować bardzo ciężko w pocie czoła, aby dostać co najmniej 85% bądź 96%, a celującą zdobywało się przekraczając graniczące z cudem 120%. Akemi momentami myślała, że pierdolnie, a od kiedy trafiła do tej placówki zdarzało jej się to często i coraz częściej. Jej zapracowani rodzice byli jednak nieprzejednani, oczekując, że porządna podstawa umożliwi ich córce jeszcze porządniejsze studia prawnicze, a później najporządniejszą z możliwych przyszłość. Toteż byli początkowo zdziwieni, kiedy fioletowooka przyprowadziła jasnowłosą, młodą kobietę, mającą ją wdrażać w tajniki teorii sztuki. Stwierdzili w końcu, że to dobrze, iż ich dziecko będzie obyte z kulturą wysoką, bo przecież kto to widział wykształconą, światłą osobę nieobeznaną ze sztuką; prawnika - chama?
Kagawa z ulgą przyjęła dzwonek kończący ostatecznie jej zajęcia, a widok składającego swoje rzeczy potrzebne do prowadzenia lekcji historii Kakuzu - senseia, wydał jej się najpiękniejszym tego dnia. Spakowała swoje rzeczy  i rzucając krótkie „Sayōnara sensei” wyszła z klasy kierując się do szatni. Gdy tylko opuściła budynek szkoły, włączyła odtwarzacz i zaczęła wkładać do uszu słuchawki, podbiegł do niej wysoki, szczupły, długowłosy blondyn o błękitnych oczach.
               -        Cześć Aki - chan – uśmiechnął się sympatycznie. – Miałabyś ochotę pójść na pizzę? Otworzyli niedawno świetną knajpkę nieopodal Placu Daizaia.
Kagawa spojrzała na chłopaka. Długa grzywka zasłaniała mu całkowicie lewe oko. Zaprzyjaźnili się już na początku pierwszej klasy. Dziewczyna naprawdę go lubiła, był sympatyczny, zabawny i był normalny w odróżnieniu od pozostałych osobników w szkole. Jednak dzisiaj nie chciała nigdzie iść, jakoś po wszystkich tych lekcjach po prostu nie miała sił. Poza tym był poniedziałek, więc miał przyjść Uchiha, na kolejne trucie dupy czymś, co ją gówno interesowało. Myśl ta w ciągu chwili tak ją dobiła, że aż westchnęła cierpiętniczo.
               -        Gomen ne, nie chciałem się narzucać – powiedział lekko zmieszany, sądząc, że to reakcja na jego propozycję.
               -        Nie o to chodzi Dei - kun – westchnęła znów. – Po prostu muszę uciekać na chatę. Mam za trochę korki, a jeszcze chciałabym się trochę przed tym ogarnąć. – W jej głosie słychać było ogromne zniechęcenie.
               -        To nic. – Deidara uśmiechnął się pocieszająco. – Następnym razem gdzieś skoczymy. – Poklepał fioletowooką po ramieniu i dodał – Przeżyj to! Ja ne.
               -        Spróbuję – mruknęła jeszcze do oddalającego się Iwagakego.
Ruszyła w stronę domu, a w jej uszach wreszcie wylądowały słuchawki, racząc ją dźwiękami jednej z piosenek Nirvany.
Jak to dobrze, że Uchiha - sensei, nie wymaga, żebym przy nim jeszcze w domu siedziała w mundurku, pomyślała z wdzięcznością, kiedy wyszła spod prysznica i wytarłszy ciało, zaczęła wciągać czarne rurki. Sięgnęła po leżącą obok nich na szafce niebieską bokserkę, a gdy na jej stopach znalazły się czarne skarpetki w wisienki, podeszła do lustra. Nadal w ręczniku na głowie, zrobiła sobie dwie równe kreski czarnym eyelinerem i wytuszowała rzęsy, po czym zdjęła ten prowizoryczny turban i lekko przeczesała palcami opadające na plecy, białe włosy. Nim zdążyły całkowicie wyschnąć rozległ się dźwięk dzwonka sygnalizujący przybycie nauczyciela.
               -        Konnichi wa sensei – przywitała kruczowłosego, otworzywszy drzwi.
Zanim padła odpowiedź została obrzucona przeszywającym spojrzeniem czarnych tęczówek Uchihy, który wszedł już do środka.
               -         Dzień dobry.
Fioletowooka zaproponowała zrobienie gościowi herbaty, ale odmówił. Weszli szybko do jej pokoju.
               -        Zrobiłaś zadania, które kazałem? – Zapytał na wstępie, gdy tylko usiadł.
               -        Hai. – Zaczęła zniechęcona. Na ostatnich korepetycjach w środę zadał jej dwadzieścia pięć bardzo trudnych zdań. Początkowo myślała, że jest ich tylko dużo, ale kiedy zobaczyła treść mało sobie włosów nie powyrywała. – Zrobiłam wszystkie – odpowiedziała.
               -        Īdarō. Pokaż.
Białowłosa podała mu swój zeszyt. Nauczyciel przez chwilę przerzucał wzrok z zadania na zadanie, po czym rzucił notatnik na biurko z niezadowoloną miną.
               -        Wszystkie źle – warknął kpiąco. – Czy ty mnie w ogóle słuchałaś Kagawa - san? – Zapytał poirytowany.
Akemi chciała być wszędzie byleby nie tam. Miała wrażenie, że nachmurzone spojrzenie Uchihy przewierca ją na wylot i odkrywa wszystkie jej najbardziej zawstydzające sekrety.
               -        Sumimasen sensei – powiedziała słabym głosem. – Starałam się.
               -        Doprawdy? – Zironizował. – Nie widzę – rzucił ostro.
Spuściła głowę. Czuła się beznadziejnie. No, co za dzień!
               -        Nie czas na użalanie się nad sobą – powiedział po chwili oschle. – Trzeba to popoprawiać. I wziąć się za dzisiejszy materiał. Powinnaś się bardziej przykładać. Jak widać dwadzieścia pięć zadań ci nie wystarcza. Musisz więcej pracować.
To nie może być prawda! Jej myśli aż zawyły z rozpaczy. Czy to miało znaczyć, że na środę zada mi jeszcze więcej? Nie…!... 
               -        Hai. – Odpowiedziała mimo to, cichym głosem.
               -        Dobrze. Spójrz – powiedział wskazując na plik kartek.
Krótko przypomniał co zrealizowali na poprzednim spotkaniu. Jeszcze raz wytłumaczył najważniejsze rzeczy i zaczął pokazywać Akemi błędy w kolejnych zadaniach, zaznaczając wszystkie niepoprawne zapisy na czerwono swoim piórem.
   -        Już rozumiesz? – Zapytał, gdy skończyli i nie czekając na odpowiedź, dodał – poprawisz to na środę.
                 -        Dobrze, sensei – starała się nie pokazać jak wielką niechęć żywi do tego pomysłu.
                 -        Sate, przejdźmy zatem, do tego, co mieliśmy zrobić dzisiaj.
   -        Hai.
Przez kolejne pół godziny Uchiha tłumaczył białowłosej najważniejsze zagadnienia związane z kinetyką układów inercjalnych i rozwiewał wszelkie wątpliwości. Pod jego czujnym okiem Aki udało się nawet wykonać poprawnie zadanie, choć nie obyło się bez surowej krytyki ze strony nauczyciela. Byli właśnie mniej więcej w połowie drugiego, kiedy przerwał im dźwięk dzwonka. Aki spojrzała na zegarek, który wskazywał siedemnastą. Przez to powtarzanie poprzedniego tematu nie wyrobili się w czasie. Białowłosa zwróciła się do czarnookiego:
               -        Sumimasen senesi.
Ten jedynie w milczeniu skinął głową, więc wstała i szybko wyszła z pokoju. Gdy otworzyła drzwi frontowe jej oczom ukazała się korepetytorka.

 ~*~   ~*~   ~*~

Jasnowłosa dziewczyna otwarła oczy, ukazując światu dwie, granatowe jak burzowe niebo tęczówki. Zamrugała parę razy odpędzając resztki snu i ziewnęła krótko. Przeciągnęła zaspane mięśnie, po czym rozejrzała po pokoju...
-        Borze sosnowy... Jaki tu burdel. – To i tak niedopowiedzenie.
Po pokoju dziewczyny, który mieścił się w dwupokojowym mieszkaniu, które ta dzieliła ze swoim współlokatorem Orochimaru, walało się wszystko, co mogło. Ciuchy, naczynia, jedzenie... Możliwe nawet, że jakaś nowa forma życia. Na stoliku niedaleko łóżka, na którym swój zgrabny tyłek zaparkowała Victoria Katsuma, leżało opakowanie z — tak Z — pizzą, sprzed nie wiadomo ilu dni. Przy łóżku rzucona została bluzka i stanik z seksownym wzorkiem w myszki. W dalszym kącie stała sztaluga. Płótno było w połowie zapełnione i przedstawiało pejzaż metafizyczny. Na lewo od posłania było okno, jedno jedyne... Dawało doskonały widok na miasto Kyoto, które, jak większość wielkich miast, budziło się nocą. Teraz było w miarę spokojnie. Przez otwartą szybę dało się słyszeć spokojny szum przejeżdżających od czasu do czasu samochodów. Vii mieszkała w spokojniejszej części miasta, gdzie miała blisko do swojego uniwersytetu, na którym studiowała 3 rok historii sztuki.
Wstając zrzuciła kołdrę, która dołączyła do kubka po herbacie i innych szmat tworząc swego rodzaju gniazdo. Potykając się o niezidentyfikowany obiekt ruszyła do łazienki. Będąc w niej spojrzała w lustro... Jej oczy się rozszerzyły, a z ust wydobył jęk, który pewnie zna każda kobieta, mówił tyle co "Kurwa, jak ja wyglądam???". Westchnęła ciężko nad swym losem, po czym skierowała się do kabiny prysznicowej... Cały "rytuał" zajął jej blisko godzinę - no bo po co krócej? - a następnie ubrana w sukienkę w kolorze pastelowej zieleni, do tego cieliste rajstopy, zaczęła rozmyślać o planach na dzisiejszy dzień. Właściwie nic specjalniego: musi odwiedzić chorą koleżankę z uczelni, dać jej notatki, potem szybka wizyta w banku i na 17:00 jest umówiona na korki u Aki. Jasnowłosa musiała przyznać, że bardzo polubiła fioletowooką. Dziewczyna była miła - przynajmniej zazwyczaj, bystra, złakniona wiedzy i można było z nią porozmawiać dosłownie o wszystkim. Za to straszna z niej maruda, ale nikt nie jest idealny.
Po dostarczeniu notatek i zorientowaniu się, że jej konto praktycznie świeci pustką, raźnym krokiem ruszyła w stronę domu państwa Kagawa. Jej czarne kozaki wybijały równy rytm na chodniku, a zimowy płaszcz tego samego koloru szeleścił wesoło. Nucąc i oczywiście fałszując przy tym niemiłosiernie jakiś utwór, rozmyślała nad dzisiejszą lekcją jaką przeprowadzi z białowłosą. Postanowiła, że zajmą się twórczością Beksińskiego i ni chuja, nie odpuści młodej tego konkretnego tematu. Zaśmiała się złowieszczo w myślach i po pokonaniu morderczej przeszkody jaką były 3 niewielkie schodki, wcisnęła dzwonek... Do jej uszu dotarła bardzo przyjemna melodia, która wprawiła ją w jeszcze lepszy nastrój. Drzwi otworzyły się, a zza framugi wynurzył się łeb nastolatki, która wyglądała jakby miała zamiar uciec i nie wrócić.
            -        Siems! — rzuciła granatowooka, a Aki skrzywiła się.
            -        Cześć... On tu jeszcze jest — powiedziała, zrobiła oczka jak szczeniak, po czym z ogromnym smutkiem w głosie rzekła — Przytul... – Victoria pogłaskała dziewczynę po głowie. Wiedziała jak trudna jest dla nastolatki fizyka, a zwłaszcza z tym człowiekiem.
-        Chodź, wygonimy go. – Weszły do budynku.
Madara siedział sobie grzecznie w pokoju białowłosej, nikomu nie wadząc - tak przynajmniej uważał... Kiedy do pomieszczenia weszły dziewczyny. Madara przyglądając się granatowookiej niespiesznie wstał z miejsca. Jego czarne oczy przebiegły po ciele młodej studentki i zdecydowanie spodobało mu się to, co zobaczył. Wysokie kozaki podkreślały zgrabne nogi. Szerokie biodra i ładne wcięcie w talii. Góra sukienki w kolorze zielonym, opinała średniej wielkości piersi. Delikatna twarzyczka z lekko zadartym nosem, pełnymi różanymi ustami, okalana przez burzę jasnych włosów przywodziła mu na myśl twarze aniołów... I te oczy, które patrzyły na niego tak... Tak...
            -        Długo jeszcze będzie pan tak stał, panie Uchiha? – Doszedł go melodyjny głosik, jednak z niezbyt przyjazną nutą.
            -        Emm... Proszę? – Wystękał.
            -        Mam teraz korepetycje z Akemi, jej rodzice drogo mi płacą, a pan zabiera jej czas, który powinna poświęcić na naukę ze mną – wyrzuciła wyniosłym tonem.
            -        Ach tak, panno...?
            -        Katsuma Victoria... Więc?
            -        Rozumiem, faktycznie powinienem już iść... Akemi-chan – zwrócił się do nastolatki — przygotuj się, proszę z tego, co ci dzisiaj tłumaczyłem i zrób wszystkie ćwiczenia z rozdziału.
            -        Coooo? Nie!... – zawyła żałośnie...
            -        Żadnego sprzeciwu, młoda damo. Robisz takie postępy, że wolniej już można tylko do tyłu...
            -        Ale...  Zaczęła dziewczyna, jednak przerwał jej stanowczy głos Victorii.
            -        Gdyby miał pan odpowiednie podejście pedagogiczne, panie Uchiha, z pewnością Akemi miałaby świetne oceny.
            -        Co proszę?! – Oburzył się mężczyzna.
            -        Słyszał pan... Akemi jest bardzo inteligentna. To nieco dziwne, że z innych przedmiotów ma świetne oceny, a z fizyki już niekoniecznie. Zresztą, słyszałam, że nie ona jedna. Co innego, gdyby była jedyną uczennicą z takim problemem z pana przedmiotu. Ale skoro spora część klasy nie rozumie tego co pan “tłumaczy”, to raczej jasne, że największym problemem jest właśnie pan. – Zakończyła, wbijając palec w jego szeroką pierś. Madara wybałuszył oczy, a jego wzrok zmieniał pozycję z palca wciąż spoczywające na jego piersi to na oczy kobiety. Był wkurzony, ale trudno mu było zignorować dreszcz, który przeszedł go poprzez dotyk i delikatny zapach perfum Victorii, który otoczył go niczym mgiełka.
            -        Więc... Twierdzi pani, że jestem beznadziejnym pedagogiem?
            -        Może nie beznadziejnym... Ale dobry umiałby jej wytłumaczyć wszystko, zwłaszcza, że macie zajęcia indywidualne... Nawalanie ćwiczeń to nie wyjście. Potrzebne jest odpowiednie podejście. Najwyraźniej go panu brakuje...  Wyrzuciła z siebie, patrząc na niego z lekkim uśmiechem. Uchiha skrzywił się i spojrzał na nastolatkę, która stała struchlała tuż obok, i patrzyła na całą potyczkę niczym na atak terrorystyczny. Kiedy poczuła na sobie wzrok mężczyzny zbladła i uśmiechnęła się nerwowo...
            -        Hehehe... – wyrzuciła  no to ten ten... Że ten... I w ogóle... No tamto... Już idę!  Krzyknęła i wypadła z pokoju jak burza. Victoria parsknęła, a Madara wywrócił oczami. Ta dziewczyna potrafiła powalić na kolana. Ale może faktycznie był zbyt surowy...
            -        Tak czy siak – zaczęła Katsuma – Niech pan więcej tłumaczy, a mniej zadaje... Dziewczyna ma sporo na głowie.
            -        Nie radziłbym kwestionować moich metod, panno Katsuma. Zarówno te słowa, jak i młody wiek jawnie wskazują na brak doświadczenia. Naprawdę czuje się panna na siłach mnie pouczać? Też coś. - Prychnął. – Proszę mi się zatem pochwalić osiągnięciami swoich uczniów: ich sukcesami edukacyjnymi osiągniętymi dzięki panny pomocy, wygranymi olimpiadami, dobrze zdanymi maturami albo egzaminami wstępnymi pozwalającymi dostać się na wiodące uczelnie w kraju czy poza jego granicami; mam wymieniać więcej... Hoo...?... Cóż to za mina? Jeszcze chwilę temu była panna taka pewna siebie. A teraz...  wbił spojrzenie swoich czarnych tęczówek w jej oczy – Panny milczenie jest wymowniejsze od najbardziej filozoficznej gadki.
            -        Panie Uchiha, mowy rzymskich retorów są zbędne, głównie z powodu bezskuteczności wobec pana postawy. Chyba teraz ja powinnam, patrząc na pana, rzucić jakimś spłaszczającym rzeczywistość frazesem typu ”stara szkoła”.  – Uchiha zmarszczył brwi, ale nieprzejęta tym jasnowłosa kontynuowała. – Jak widzę przyjął pan aktywną linię obrony, jednak powołuje się pan, jakby nie patrzeć, na sukcesy innych – nie własne. Wygrane olimpiady przedmiotowe czy dostanie się na studia ścisłe bądź techniczne nierozerwalnie z fizyką związane, wskazują jasno, że osoby, z którymi pan pracował były tym tematem zainteresowane. W związku z tym naprawdę trudno stwierdzić czy pana wpływ na ich osiągnięcia był aż tak duży, jak pan mniema, ponieważ równie dobrze mogła to być wyłączna zasługa ich wewnętrznej fascynacji. Doceniam pana poświęcenie, jednak to praca z osobami, którym brak pasji z danej dziedziny jest prawdziwym sprawdzianem dla nauczyciela i jego umiejętności. Nie zgodzi się pan?
            -        Sensei…  wtrąciła nieśmiało Kagawa, która wróciła do pokoju chcąc zażegnać niepotrzebny spór.
            -        Nie zaczynaj – przerwał jej Madara.  Teorie są różne – wrócił do rozmowy z artystką.  Faktem jest, że bez pracy własnej w ani jednym, ani w drugim przypadku nie można oczekiwać zadowalających rezultatów. – Tu na powrót zwrócił się do swojej uczennicy – Aki, zrób te wszystkie zadania, o które Cię poprosiłem.
            -        Dobrze, sensei... – odpowiedziała zrezygnowana.
            -        Więc może oczekuje pan zbyt wiele… – Victoria próbowała jeszcze przejednać go przyciszonym głosem o łagodnym tonie.
            -        Ja już będę szedł – zignorował jej wypowiedź. – Nie chcę wam przeszkadzać, rozumiem, że też macie dużo nauki... Do zobaczenia w szkole, Akemi-chan.
              -        Do widzenia, Uchiha-sensei.
-        Do zobaczenia, panno Katsuma — powiedział do kobiety.
Podali sobie ręce, Madara pocałował jej dłoń patrząc głęboko w granatowe tęczówki. Dostrzegł delikatny rumieniec pod oczami i uśmiechnął się szelmowsko.
-        Do widzenia, panie Uchiha — powiedziała.
Madara odprowadzony przez białowłosą jeszcze raz pożegnał się z nią przy drzwiach. Akemi wróciła do granatowookiej i rąbnęła śmiechem.
      -        Ta bryła lodu zrobiła się przy tobie dziwnie miła.
            -        Przymknij się — odpowiedziała Vii — wyciągaj książki.
            -        Ehh... Jesteście siebie warci. Co dzisiaj?! – Krzyknęła z kuchni.
            -        Beksiński! – Krzyknęła pełnym ekscytacji głosem, gdy doszedł do niej zbolały jęk.